Witam wszystkich
Jak donosi Onet:
"Adam Michnik nie został zaproszony do Pałacu Prezydenckiego na uroczystość wręczenia orderów za udział w wydarzeniach Marca '68. Nie otrzymał żadnego odznaczenia, ale prezydent kilkakrotnie wspominał podczas uroczystości redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej". Jedna osoba - Bogdan Czajkowski - odmówiła przyjęcia odznaczenia."
Z kole serwis Spieprzajdziadu.com:
"Prezydent Lech Kaczyński demaskuje wrogów narodu! Jak zawsze czujny i nieugięty Prezydent nie przyznał medalu za udział w wydarzeniach Marca ’68 znanemu masonowi Adamowi Michnikowi. Pachołek Moskwy Michnik w czasie Wydarzeń Marcowych potajemnie zakradł się w niecnych celach do grupy studentów, którzy protestem przeciwko zdjęciu z afisza Teatru Narodowego inscenizacji “Dziadów” Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka rozpoczęli bunt. Dla zamaskowania prawdziwej natury swojej działalności Michnik został na rok aresztowany oraz wydalony ze studiów z zakazem powrotu. Podejmując tą rozważną decyzję Prezydent wziął również pod uwagę udział Adama Michnika w sprzedaży Polski w Magdalence. Fakt zdrady Ojczyzny przez Michnika udokumentowany został fotograficznie dzięki bohaterstwu Prezydenta, który z narażeniem zdrowia i życia, korzystając ze swych predyspozycji gabarytowych, zdołał niepostrzeżenie przeniknąć do sali, w której dokonywał się ten obrzydliwy akt zdrady narodowej i przy pomocy mikroaparatu ukrytego w specjalnie w tym celu zapuszczonych wąsach, wykonał zdjęcie obnażające całą prawdę o Michniku. Prezydentowi gratulujemy rozważnej decyzji – Adam Michnik swoją antypolską działalnością wielokrotnie udowodnił, że nie zasługuje na otrzymanie medalu od Prezydenta. W przeciwieństwie do generała Jaruzelskiego."
No i teraz się zastanawiam: Czymy żyjemy w normalnym demokratycznym państwie? Dlaczego prezydent robi sobie krótko mówiąc "jaja", dlaczego próbuje
zakłamać historię? Że niby Michnik zrobił to specjalnie? Że zrobił tylko sobie reklamę? Kto w to wierzy (po za PiS)?
Na dziś żegnam się
czwartek, 6 marca 2008
niedziela, 2 marca 2008
Ekonomia
Ciekawy artykuł z :http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2008030101
Neoliberalizm – na to nas nie stać
Co najmniej 50 miliardów złotych! Tyle będą kosztować sprzyjające bogaczom pomysły ostatnich rządów. Te już przepchnięte i te dopiero planowane. Ta gigantyczna forsa mogłaby trafić do pielęgniarek, nauczycieli, głodnych dzieci, emerytów, rodzin żyjących w ubóstwie. Mogłaby zasilić państwowe szkoły i szpitale. Zamiast tego wypełni grube portfele bankowców, inwestorów giełdowych, menedżerów wielkich spółek, rekinów przemysłu i handlu. Wszystko przez to, że władza od lat troszczy się przede wszystkim o interesy biznesu, a nie ludzi żyjących z własnej pracy.
To populizm!”, „Nas na to nie stać!”, „Skąd wziąć pieniądze?” – takie pełne oburzenia reakcje słychać z gabinetów władzy i z newsroomów neoliberalnych mediów, gdy pojawiają się jakieś żądania płacowe, np. pielęgniarek czy nauczycieli. Oczywiście nie stać nas również na dofinansowanie bezpłatnych szpitali czy szkół. Na szklankę mleka i bułkę w każdej szkole, na darmowe przedszkola, na zasiłki dla najgorzej zarabiających i zagrożonych eksmisją z mieszkań, na podwyżki emerytur i rent. Pracodawców nie stać w żadnym razie na podniesienie płacy minimalnej.
Ale za to stać nas na:
Obniżenie tzw. składki rentowej
Obniżanie zaczął już w lipcu ubiegłego roku rząd PiS-u, w styczniu br. dokończył rząd Donalda Tuska, chociaż mógł zablokowć drugi etap tej operacji. Na tym pomyśle najbardziej skorzystali pracodawcy i ludzie o najwyższych zarobkach. Przeciętny Polak zyskał raptem kilkadziesiąt złotych miesięcznie, pracownik otrzymujący najniższą pensję – zaledwie 20 zł. Niższe składki oznaczają dziurę w kasie ZUS, którą budżet państwa musi załatać. Szacuje się, że co roku (!) trzeba będzie łatać tę dziurę kwotą ponad 20 mld zł. Z tych pieniędzy można by ufundować drugą Irlandię, a może nawet i drugą Szwecję tysiącom ludzi, którzy wegetują „pod krechą”.
Likwidację tzw. podatku Belki
Chodzi o podatek od inwestycji giełdowych i lokat bankowych. Jest on dotkliwy dla potentatów giełdy i posiadaczy wielkich fortun, mniej dokuczliwy dla drobnych ciułaczy, bo ich zyski i tak są groszowe i zupełnie nieszkodliwy dla ludzi, którzy zamiast oszczędności mają długi. Podatek ten dostarcza za to do kasy państwa co roku średnio 1,5 mld zł, a ostatnio, rekordowo, aż 4 mld zł. Z tej kasy można finansować np. wydatki socjalne. Jego likwidacji chcą jednak najbogatsi, którym Platforma obiecała uwolnienie od tej daniny. Donald Tusk nadal przebąkuje o wycofaniu się z tego podatku, Platforma się waha – jak będzie, zobaczymy.
Podatek liniowy
To już klasyka neoliberalnego programu i przebój Platformy Obywatelskiej. Ostatnio premier Tusk znowu przypomniał sobie o tym postulacie, a minister finansów, pan Rostowski ujawnił, że trwają prace nad takim podatkiem. Szef Klubu Parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski wyjaśnił, że rozważa się wprowadzenie jednej stawki podatku PIT dla wszystkich, która wynosiłaby 16 lub 18 proc. Obecnie najlepiej zarabiający płacą 40-proc. stawkę PIT, średniacy 32 proc., a pozostali – 19 proc. Na liniowym większość ludzi zyskałaby grosze, a najbogatsi – fortunę. Przedsiębiorcy, zwłaszcza ci zrzeszeni w Business Centre Club, chcieliby jeszcze bardziej radykalnego obniżenia podatków, czyli stawki liniowej niższej niż 15 proc.
Jeśli Platformie nie uda się operacja „liniowy”, to bogaci i tak będą do przodu dzięki rządom PiS-u i wicepremier Zycie Gilowskiej. Partia „Polski solidarnej” uchwaliła bowiem ustawę, zgodnie z którą od przyszłego roku będą obowiązywały tylko dwie stawki podatkowe, 18 proc. i 32 proc. To już bardzo blisko „liniowego ideału”.
Zbigniew Chlebowski ujawnił, ile będzie kosztować budżet państwa obniżenie podatków najbogatszym, najpierw według pomysłu Gilowskiej, a potem do stawki liniowej 16 proc. To koszt 14 – 15 mld zł. Pewnie lekko licząc...
Obniżkę CIT
Pomyślałby kto, że wielki biznes musi być gnębiony podatkami, skoro tak domaga się ich obniżki. Ale przecież biznes już sporo zyskał na obcięciu stawki podatku dla firm, czyli podatku CIT. Za rządu Leszka Millera CIT zjechał z 27 do 19 proc. Wprowadzono też dla biznesmenów możliwość opodatkowania dochodów osobistych z działalności gospodarczej według 19-proc. stawki PIT. Teraz Plafforma zapowiada dalszą obniżkę CIT-u. Zbigniew Chlebowski mówi o ścięciu tego podatku nawet do 10 proc., wiceminister finansów Stanisław Gomułka mówi „Gazecie Prawnej” o 15-proc. stawce. Biznes już się cieszy.
Ulgi dla najbogatszych
Sejm w końcówce rządów PiS-u uchwalił niezwykle populistyczne ulgi podatkowe – 1145 zł na każde dziecko. Pomysł ten, sprzedawany jako prorodzinny, jest korzystny tylko dla bogatych i zamożnych rodzin wielodzietnych. Nie korzystają z niego rodziny z niskim dochodem, bo płacą podatki zbyt małe, aby odliczyć od nich 1145 zł ulgi. A przecież to te rodziny potrzebują największej pomocy państwa. Z ulg nie mogą też skorzystać rolnicy, bo oni w ogóle nie rozliczają podatku PIT. Źle pomyślane ulgi są w dodatku niezwykle kosztowne – ogołocą kasę państwa i samorządów z ok. 7 mld zł, które można by przeznaczyć np. na stypendia dla dzieci żyjących w nędzy.
Cięcia socjalne
Nieodłączną cechą neoliberalnej polityki jest szukanie oszczędności w budżecie poprzez cięcia wydatków socjalnych. Można się tego spodziewać po rządzie Tuska. Wiceminister finansów Stanisław Gomułka zapowiedział w „Gazecie Prawnej”, że obniży w ciągu czterech lat poziom tzw. sztywnych wydatków w budżecie z obecnych 70 do 50 proc. Wydatki sztywne to m.in. obsługa zadłużenia, dotacje na wypłatę emerytur, subwencje dla samorządów na prowadzenie szkół i wynoszące ok. 30 mld zł nakłady na pomoc społeczną. Tych pierwszych wydatków raczej nie można będzie ruszyć, pod gilotynę mogą więc pójść te ostatnie.
Pomysły, o których piszemy, tworzą logiczną całość i są zgodne z polityką likwidacji w Polsce resztek państwa opiekuńczego. Są też zaprzeczeniem solidarnej polityki, która polega na tym, że bogaci muszą się podzielić swoimi zyskami z resztą społeczeństwa. Miejscem redystrybucji dochodu powinien być właśnie budżet. W obecnej RP, bez względu na jej numer, jest na odwrót. To garstka Polaków (najwyżej kilkanaście proc. społeczeństwa) zbija fortuny na boomie gospodarczym i w dodatku nie chce się dzielić z nikim. Najlepiej widać to po tym, jak puchną lokaty bankowe firm. Związkowcy z OPZZ podawali, że w ub. roku, do czerwca, urosły one o 24 mld zł! Krótko mówiąc, w neoliberalnym systemie biednemu wiatr wieje w oczy. Pogoda jest tylko dla bogaczy, tak forsiastych, że mogliby wykupić całą Polskę... Nie muszą, ten kraj i to państwo i tak jest ich własnością.
***
Dlaczego liniowy nie ma sensu?
Zupełna głupota
Prof. Zdzisław Sadowski, ekonomista
– Wprowadzenie podatku liniowego w Polsce jest zupełną głupotą pod każdym względem. Nie będzie to wcale służyć wzrostowi gospodarczemu, a tylko transferowi dochodów do grup wyżej zarabiających i tylko w ich interesie. Jedynym prawdziwym, wydaje się, argumentem za tym podatkiem jest to, że będzie go łatwiej naliczać. To, że likwiduje on szarą strefę w gospodarce to mit, wystarczy porównać Polskę i Litwę. My mamy jeszcze podatek progresywny, Litwa liniowy, ale to jednak LItwa ma większą szarą strefę w gospodarce.
Zrzuta na milionerów
Jarosław Urbański, socjolog, działacz związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza:
– Pomysł wprowadzenia podatku liniowego powraca zawsze wtedy, gdy prawica czuje się na tyle silna, by zaproponować społeczeństwu, by zrzuciło się i radykalnie wspomogło tych, którzy i tak najlepiej zarabiają. Jesteśmy widać na tyle bogaci i hojni, by wreszcie zatroszczyć się o naszych milionerów. Wprowadzenie podatku liniowego oznaczć będzie jasno, jakie państwo polskie ma rzeczywiste priorytety. Nie jest ważna ani służba zdrowia, ani oświata, ani pomoc społeczna, ani nawet tak podobno ważne projekty rozwojowe. Ważne są dochody najwyżej zarabiających. Dochody, które spożytkowane będą, bo nie może być inaczej, na kolejne inwestycje kapitałowe albo na luksusową konsumpcję. Jak twierdzą liberałowie, podatek liniowy jest coraz powszechniejszy w zglobalizowanym świecie. Z naszych sąsiadów nie mają go jeszcze tylko Niemcy i Białorusini. To prawda, ale już z tego wyliczenia widać, że podatek liniowy popularny jest raczej w krajach peryferyjnych, o mniejszej sile pracowniczego oporu.
Co o tym sądzicie?
Neoliberalizm – na to nas nie stać
Co najmniej 50 miliardów złotych! Tyle będą kosztować sprzyjające bogaczom pomysły ostatnich rządów. Te już przepchnięte i te dopiero planowane. Ta gigantyczna forsa mogłaby trafić do pielęgniarek, nauczycieli, głodnych dzieci, emerytów, rodzin żyjących w ubóstwie. Mogłaby zasilić państwowe szkoły i szpitale. Zamiast tego wypełni grube portfele bankowców, inwestorów giełdowych, menedżerów wielkich spółek, rekinów przemysłu i handlu. Wszystko przez to, że władza od lat troszczy się przede wszystkim o interesy biznesu, a nie ludzi żyjących z własnej pracy.
To populizm!”, „Nas na to nie stać!”, „Skąd wziąć pieniądze?” – takie pełne oburzenia reakcje słychać z gabinetów władzy i z newsroomów neoliberalnych mediów, gdy pojawiają się jakieś żądania płacowe, np. pielęgniarek czy nauczycieli. Oczywiście nie stać nas również na dofinansowanie bezpłatnych szpitali czy szkół. Na szklankę mleka i bułkę w każdej szkole, na darmowe przedszkola, na zasiłki dla najgorzej zarabiających i zagrożonych eksmisją z mieszkań, na podwyżki emerytur i rent. Pracodawców nie stać w żadnym razie na podniesienie płacy minimalnej.
Ale za to stać nas na:
Obniżenie tzw. składki rentowej
Obniżanie zaczął już w lipcu ubiegłego roku rząd PiS-u, w styczniu br. dokończył rząd Donalda Tuska, chociaż mógł zablokowć drugi etap tej operacji. Na tym pomyśle najbardziej skorzystali pracodawcy i ludzie o najwyższych zarobkach. Przeciętny Polak zyskał raptem kilkadziesiąt złotych miesięcznie, pracownik otrzymujący najniższą pensję – zaledwie 20 zł. Niższe składki oznaczają dziurę w kasie ZUS, którą budżet państwa musi załatać. Szacuje się, że co roku (!) trzeba będzie łatać tę dziurę kwotą ponad 20 mld zł. Z tych pieniędzy można by ufundować drugą Irlandię, a może nawet i drugą Szwecję tysiącom ludzi, którzy wegetują „pod krechą”.
Likwidację tzw. podatku Belki
Chodzi o podatek od inwestycji giełdowych i lokat bankowych. Jest on dotkliwy dla potentatów giełdy i posiadaczy wielkich fortun, mniej dokuczliwy dla drobnych ciułaczy, bo ich zyski i tak są groszowe i zupełnie nieszkodliwy dla ludzi, którzy zamiast oszczędności mają długi. Podatek ten dostarcza za to do kasy państwa co roku średnio 1,5 mld zł, a ostatnio, rekordowo, aż 4 mld zł. Z tej kasy można finansować np. wydatki socjalne. Jego likwidacji chcą jednak najbogatsi, którym Platforma obiecała uwolnienie od tej daniny. Donald Tusk nadal przebąkuje o wycofaniu się z tego podatku, Platforma się waha – jak będzie, zobaczymy.
Podatek liniowy
To już klasyka neoliberalnego programu i przebój Platformy Obywatelskiej. Ostatnio premier Tusk znowu przypomniał sobie o tym postulacie, a minister finansów, pan Rostowski ujawnił, że trwają prace nad takim podatkiem. Szef Klubu Parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski wyjaśnił, że rozważa się wprowadzenie jednej stawki podatku PIT dla wszystkich, która wynosiłaby 16 lub 18 proc. Obecnie najlepiej zarabiający płacą 40-proc. stawkę PIT, średniacy 32 proc., a pozostali – 19 proc. Na liniowym większość ludzi zyskałaby grosze, a najbogatsi – fortunę. Przedsiębiorcy, zwłaszcza ci zrzeszeni w Business Centre Club, chcieliby jeszcze bardziej radykalnego obniżenia podatków, czyli stawki liniowej niższej niż 15 proc.
Jeśli Platformie nie uda się operacja „liniowy”, to bogaci i tak będą do przodu dzięki rządom PiS-u i wicepremier Zycie Gilowskiej. Partia „Polski solidarnej” uchwaliła bowiem ustawę, zgodnie z którą od przyszłego roku będą obowiązywały tylko dwie stawki podatkowe, 18 proc. i 32 proc. To już bardzo blisko „liniowego ideału”.
Zbigniew Chlebowski ujawnił, ile będzie kosztować budżet państwa obniżenie podatków najbogatszym, najpierw według pomysłu Gilowskiej, a potem do stawki liniowej 16 proc. To koszt 14 – 15 mld zł. Pewnie lekko licząc...
Obniżkę CIT
Pomyślałby kto, że wielki biznes musi być gnębiony podatkami, skoro tak domaga się ich obniżki. Ale przecież biznes już sporo zyskał na obcięciu stawki podatku dla firm, czyli podatku CIT. Za rządu Leszka Millera CIT zjechał z 27 do 19 proc. Wprowadzono też dla biznesmenów możliwość opodatkowania dochodów osobistych z działalności gospodarczej według 19-proc. stawki PIT. Teraz Plafforma zapowiada dalszą obniżkę CIT-u. Zbigniew Chlebowski mówi o ścięciu tego podatku nawet do 10 proc., wiceminister finansów Stanisław Gomułka mówi „Gazecie Prawnej” o 15-proc. stawce. Biznes już się cieszy.
Ulgi dla najbogatszych
Sejm w końcówce rządów PiS-u uchwalił niezwykle populistyczne ulgi podatkowe – 1145 zł na każde dziecko. Pomysł ten, sprzedawany jako prorodzinny, jest korzystny tylko dla bogatych i zamożnych rodzin wielodzietnych. Nie korzystają z niego rodziny z niskim dochodem, bo płacą podatki zbyt małe, aby odliczyć od nich 1145 zł ulgi. A przecież to te rodziny potrzebują największej pomocy państwa. Z ulg nie mogą też skorzystać rolnicy, bo oni w ogóle nie rozliczają podatku PIT. Źle pomyślane ulgi są w dodatku niezwykle kosztowne – ogołocą kasę państwa i samorządów z ok. 7 mld zł, które można by przeznaczyć np. na stypendia dla dzieci żyjących w nędzy.
Cięcia socjalne
Nieodłączną cechą neoliberalnej polityki jest szukanie oszczędności w budżecie poprzez cięcia wydatków socjalnych. Można się tego spodziewać po rządzie Tuska. Wiceminister finansów Stanisław Gomułka zapowiedział w „Gazecie Prawnej”, że obniży w ciągu czterech lat poziom tzw. sztywnych wydatków w budżecie z obecnych 70 do 50 proc. Wydatki sztywne to m.in. obsługa zadłużenia, dotacje na wypłatę emerytur, subwencje dla samorządów na prowadzenie szkół i wynoszące ok. 30 mld zł nakłady na pomoc społeczną. Tych pierwszych wydatków raczej nie można będzie ruszyć, pod gilotynę mogą więc pójść te ostatnie.
Pomysły, o których piszemy, tworzą logiczną całość i są zgodne z polityką likwidacji w Polsce resztek państwa opiekuńczego. Są też zaprzeczeniem solidarnej polityki, która polega na tym, że bogaci muszą się podzielić swoimi zyskami z resztą społeczeństwa. Miejscem redystrybucji dochodu powinien być właśnie budżet. W obecnej RP, bez względu na jej numer, jest na odwrót. To garstka Polaków (najwyżej kilkanaście proc. społeczeństwa) zbija fortuny na boomie gospodarczym i w dodatku nie chce się dzielić z nikim. Najlepiej widać to po tym, jak puchną lokaty bankowe firm. Związkowcy z OPZZ podawali, że w ub. roku, do czerwca, urosły one o 24 mld zł! Krótko mówiąc, w neoliberalnym systemie biednemu wiatr wieje w oczy. Pogoda jest tylko dla bogaczy, tak forsiastych, że mogliby wykupić całą Polskę... Nie muszą, ten kraj i to państwo i tak jest ich własnością.
***
Dlaczego liniowy nie ma sensu?
Zupełna głupota
Prof. Zdzisław Sadowski, ekonomista
– Wprowadzenie podatku liniowego w Polsce jest zupełną głupotą pod każdym względem. Nie będzie to wcale służyć wzrostowi gospodarczemu, a tylko transferowi dochodów do grup wyżej zarabiających i tylko w ich interesie. Jedynym prawdziwym, wydaje się, argumentem za tym podatkiem jest to, że będzie go łatwiej naliczać. To, że likwiduje on szarą strefę w gospodarce to mit, wystarczy porównać Polskę i Litwę. My mamy jeszcze podatek progresywny, Litwa liniowy, ale to jednak LItwa ma większą szarą strefę w gospodarce.
Zrzuta na milionerów
Jarosław Urbański, socjolog, działacz związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza:
– Pomysł wprowadzenia podatku liniowego powraca zawsze wtedy, gdy prawica czuje się na tyle silna, by zaproponować społeczeństwu, by zrzuciło się i radykalnie wspomogło tych, którzy i tak najlepiej zarabiają. Jesteśmy widać na tyle bogaci i hojni, by wreszcie zatroszczyć się o naszych milionerów. Wprowadzenie podatku liniowego oznaczć będzie jasno, jakie państwo polskie ma rzeczywiste priorytety. Nie jest ważna ani służba zdrowia, ani oświata, ani pomoc społeczna, ani nawet tak podobno ważne projekty rozwojowe. Ważne są dochody najwyżej zarabiających. Dochody, które spożytkowane będą, bo nie może być inaczej, na kolejne inwestycje kapitałowe albo na luksusową konsumpcję. Jak twierdzą liberałowie, podatek liniowy jest coraz powszechniejszy w zglobalizowanym świecie. Z naszych sąsiadów nie mają go jeszcze tylko Niemcy i Białorusini. To prawda, ale już z tego wyliczenia widać, że podatek liniowy popularny jest raczej w krajach peryferyjnych, o mniejszej sile pracowniczego oporu.
Co o tym sądzicie?
Nacjonaliści
Witam wszystkich serdecznie
Na początku postu chciałbym podziękować Puchowi za komenta, a także Agnieszce i Oli za to że chciały dać komentarza, ale nie były zalogowane.
Dziękuje wam za dobre słowa. Chciałbym również oświadczyć że w sprawie nielegalnego usunięcia bloga nie podejme żadnych kroków prawnych. Dlaczego?
"Gazeta Wyborcza" informuje o kontrowersyjnej decyzji wymiaru sprawiedliwości. Członkowie ONR, którzy podnosili ręce w geście kojarzącym się z faszystowskim pozdrowieniem, nawiązywali do starożytnych Rzymian - uznał sąd w Strzelcach Opolskich.
Opolska prokuratura oskarżyła troje członków Obozu Narodowo-Radykalnego z Brzegu o publiczne propagowanie ustroju faszystowskiego poprzez wykonywanie faszystowskich gestów podczas uroczystości ku czci powstańców śląskich na Górze św. Anny w maju 2006 i 2007 r.
Załączyła film, zdjęcia i opinię dr. Dariusza Libionki, kierownika działu naukowego Państwowego Muzeum na Majdanku. Stwierdził on, że symbolika pozdrowienia wzniesioną prawą ręką jednoznacznie kojarzy się w Polsce z ruchem faszystowskim i dla społeczeństwa polskiego ma wydźwięk negatywny.
Sąd Rejonowy w Strzelcach Opolskich się z tym nie zgodził. Pozdrowienie przez uniesienie prawej dłoni wykonywane było przez faszystów. Ale nie wolno zapominać o genezie gestu, który zrodził się w cesarstwie rzymskim i był to tzw. rzymski salut - mówiła sędzia Małgorzata Marciniak.
To orzeczenie sądu to surrealizm. Śmieszne i straszne - mówi dr Libionka. Jego zdaniem, sprawi ono, że przepisy o karaniu osób publicznie propagujących faszyzm będą martwe. Przez takie orzeczenie faszyzujący w tym kraju młodociani wszelkiej maści poczują się bezkarni - dodał zirytowany historyk.
Prokuratura od razu zapowiedziała zaskarżenie tego wyroku. To, że członkowie ONR ciągle tłumaczą swe gesty rzymskim pochodzeniem i wypowiadają słowa o chwale Polski, nie może sprawiać, że zapominamy o kontekście tego gestu, bardzo przykrym dla Polaków - powiedział gazecie prokurator Jacek Celiński. (PAP)
No więc zadaje pytanie: Po co? Czy władza, która ułaskawia nacjonalistów/faszystów może mi pomóc? Nie.
Kolejne pytanie brzmi dlaczego akty nazizmu w Polsce są tolerowane? Przez taką pobłażliwość polscy faszyści poczują sie bezkarni... Ciekawy jestem jak by prokuratura zareagowała na wizerunek sierpa i młota.
Dobranoc
Na początku postu chciałbym podziękować Puchowi za komenta, a także Agnieszce i Oli za to że chciały dać komentarza, ale nie były zalogowane.
Dziękuje wam za dobre słowa. Chciałbym również oświadczyć że w sprawie nielegalnego usunięcia bloga nie podejme żadnych kroków prawnych. Dlaczego?
"Gazeta Wyborcza" informuje o kontrowersyjnej decyzji wymiaru sprawiedliwości. Członkowie ONR, którzy podnosili ręce w geście kojarzącym się z faszystowskim pozdrowieniem, nawiązywali do starożytnych Rzymian - uznał sąd w Strzelcach Opolskich.
Opolska prokuratura oskarżyła troje członków Obozu Narodowo-Radykalnego z Brzegu o publiczne propagowanie ustroju faszystowskiego poprzez wykonywanie faszystowskich gestów podczas uroczystości ku czci powstańców śląskich na Górze św. Anny w maju 2006 i 2007 r.
Załączyła film, zdjęcia i opinię dr. Dariusza Libionki, kierownika działu naukowego Państwowego Muzeum na Majdanku. Stwierdził on, że symbolika pozdrowienia wzniesioną prawą ręką jednoznacznie kojarzy się w Polsce z ruchem faszystowskim i dla społeczeństwa polskiego ma wydźwięk negatywny.
Sąd Rejonowy w Strzelcach Opolskich się z tym nie zgodził. Pozdrowienie przez uniesienie prawej dłoni wykonywane było przez faszystów. Ale nie wolno zapominać o genezie gestu, który zrodził się w cesarstwie rzymskim i był to tzw. rzymski salut - mówiła sędzia Małgorzata Marciniak.
To orzeczenie sądu to surrealizm. Śmieszne i straszne - mówi dr Libionka. Jego zdaniem, sprawi ono, że przepisy o karaniu osób publicznie propagujących faszyzm będą martwe. Przez takie orzeczenie faszyzujący w tym kraju młodociani wszelkiej maści poczują się bezkarni - dodał zirytowany historyk.
Prokuratura od razu zapowiedziała zaskarżenie tego wyroku. To, że członkowie ONR ciągle tłumaczą swe gesty rzymskim pochodzeniem i wypowiadają słowa o chwale Polski, nie może sprawiać, że zapominamy o kontekście tego gestu, bardzo przykrym dla Polaków - powiedział gazecie prokurator Jacek Celiński. (PAP)
No więc zadaje pytanie: Po co? Czy władza, która ułaskawia nacjonalistów/faszystów może mi pomóc? Nie.
Kolejne pytanie brzmi dlaczego akty nazizmu w Polsce są tolerowane? Przez taką pobłażliwość polscy faszyści poczują sie bezkarni... Ciekawy jestem jak by prokuratura zareagowała na wizerunek sierpa i młota.
Dobranoc
środa, 27 lutego 2008
Wolność słowa
Witam wszystkich w moim pierwszym wpisie!
Jak sama nazwa bloga wskazuje, będę tu przedstawiał swój (tzn.lewicowy) punkt widzenia na świat.
Znajdziecie tu moje przemyślenia/felietony i co tam jeszcze można publikować.
Ten blog będzie bezpośrednią kontynuacją mojego starego (nieistniejącego już) bloga- www.komunizm.salon24.pl. Dlaczego blog nie istnieje? Czyżby był bym zbyt leniwy by go prowadzić? Otóż nie!
Powodem usunięcie bloga są/jest:
1. Donosiciele/konfidenci/kable/kapusie.
2. Kontrowersyjna tematyka.
3. Nieznajomość prawa przez administratorów portalu salon24.
Mój blog (mimo że istniał tylko nie cały tydzień) był niezwykle popularny, w ciągu 5 dni do 4 notek pojawiło się 20 komentarzy (całkiem, całkiem liczba). Oczywiście pewne nacjonalistyczne oszołomy nie mogły znieść że na najbardziej prawicowym portalu w sieci istnieje (i dobrze się ma!) komunistyczny blog. Do każdej notki pojawiał się komentarz o następującej treści: "Nie karmić nie poić samo zdechnie"- jestem nie mal pewien że autor tego komentarza regularnie donosił do adminów, na mój blog.
Na nic się zdały kolejne apele do podjęcia dyskusjii- co prawda kilku chciało porozmawiać (pojawił się nawet głos poparcia mojej sprawy). To jednak nie wystarczyło, dziś pojawił się komunikat na blogu administratora o usunięciu mojego bloga i konta, pierwszy komentarz był następujący:"Nareszcie". Czy trzeba coś jeszcze dodawać?
Jaki podano powód usunięcia mojego bloga?
"Złamanie prawa, propagowanie treści komunistycznych". I teraz zadaje sobie pytanie: Czy administrator jest debilem? Czy tylko takie udaje? Opowiadam się za opcją pierwszą (trudno udawać tak dobrze debila). Co prawo mówi na ten temat: Partie komunistyczne są legalne jeśli odwołują sie tylko do ideologi komunistycznej, a nie popierają przy tym treści totalitarnych, to jest to całkowicie legalne. Przypomne tylko że w Polsce funkcjonuje KPP- Komunistyczna Partia Polski.
Na blogu nie namawiałem polskich komunistów do morderstw i tym podobnych (komuniści? na salon24?), więc nie widze najmniejszych powodów do usunięcie bloga. Dlaczego, więc tak uczyniono? Powody są dwa: wspomniana już nie wiedza administratora, lub... atak na wolność słowa. W dodatku nie zostałem powiadomiony o usunięciu konta, a ni bloga (dowiedziałem się sam, na własną ręke).
Nie chce rozcząsać tego tematu teraz- jest on dla mnie drażliwy i boje się że teraz (bloga usunięto przed 3 godzinami) mógłbym powiedzieć coś czego potem bym żałowa.
Następna notka wkrótce.
Dobranoc i zapraszam do komentowania
Jak sama nazwa bloga wskazuje, będę tu przedstawiał swój (tzn.lewicowy) punkt widzenia na świat.
Znajdziecie tu moje przemyślenia/felietony i co tam jeszcze można publikować.
Ten blog będzie bezpośrednią kontynuacją mojego starego (nieistniejącego już) bloga- www.komunizm.salon24.pl. Dlaczego blog nie istnieje? Czyżby był bym zbyt leniwy by go prowadzić? Otóż nie!
Powodem usunięcie bloga są/jest:
1. Donosiciele/konfidenci/kable/kapusie.
2. Kontrowersyjna tematyka.
3. Nieznajomość prawa przez administratorów portalu salon24.
Mój blog (mimo że istniał tylko nie cały tydzień) był niezwykle popularny, w ciągu 5 dni do 4 notek pojawiło się 20 komentarzy (całkiem, całkiem liczba). Oczywiście pewne nacjonalistyczne oszołomy nie mogły znieść że na najbardziej prawicowym portalu w sieci istnieje (i dobrze się ma!) komunistyczny blog. Do każdej notki pojawiał się komentarz o następującej treści: "Nie karmić nie poić samo zdechnie"- jestem nie mal pewien że autor tego komentarza regularnie donosił do adminów, na mój blog.
Na nic się zdały kolejne apele do podjęcia dyskusjii- co prawda kilku chciało porozmawiać (pojawił się nawet głos poparcia mojej sprawy). To jednak nie wystarczyło, dziś pojawił się komunikat na blogu administratora o usunięciu mojego bloga i konta, pierwszy komentarz był następujący:"Nareszcie". Czy trzeba coś jeszcze dodawać?
Jaki podano powód usunięcia mojego bloga?
"Złamanie prawa, propagowanie treści komunistycznych". I teraz zadaje sobie pytanie: Czy administrator jest debilem? Czy tylko takie udaje? Opowiadam się za opcją pierwszą (trudno udawać tak dobrze debila). Co prawo mówi na ten temat: Partie komunistyczne są legalne jeśli odwołują sie tylko do ideologi komunistycznej, a nie popierają przy tym treści totalitarnych, to jest to całkowicie legalne. Przypomne tylko że w Polsce funkcjonuje KPP- Komunistyczna Partia Polski.
Na blogu nie namawiałem polskich komunistów do morderstw i tym podobnych (komuniści? na salon24?), więc nie widze najmniejszych powodów do usunięcie bloga. Dlaczego, więc tak uczyniono? Powody są dwa: wspomniana już nie wiedza administratora, lub... atak na wolność słowa. W dodatku nie zostałem powiadomiony o usunięciu konta, a ni bloga (dowiedziałem się sam, na własną ręke).
Nie chce rozcząsać tego tematu teraz- jest on dla mnie drażliwy i boje się że teraz (bloga usunięto przed 3 godzinami) mógłbym powiedzieć coś czego potem bym żałowa.
Następna notka wkrótce.
Dobranoc i zapraszam do komentowania
Subskrybuj:
Posty (Atom)